Piję właśnie australijskie wino Pipers Brook Estate Pinot Noir. Formalnie wino jest australijskie, choć powstało na Tasmanii. Jest to wyspa położona ok 300 km na południe od wybrzeża Australii. Wyspa jest górzysta i ma wspólną historię geologiczną z Górami Wododziałowymi we wschodniej części Australii, od których oddziela ją Cieśnina Bassa i półotwarte Morza Tasmana. Znaczną część wyspy zajmuje Płaskowyż Centralny, zbudowany z osadów paleozoicznych, który jest przykryty jurajskimi skałami magmowymi, ograniczony od północy i wschodu przeszło sześćsetmetrowym uskokiem. Właśnie tam powstaje opisywane przeze mnie wino powstające z gron Pinot Noir.

Najważniejsze jednak jest to, że Tasmania jest w kwestii kliematycznej absolutnie niepodobna do Australii. Już znacznie bliżej jej do Nowej Zelandii, zwłaszcza ze względu na niewielkie rozmiary i bliskość (w porównaniu z Australią) do morza. Samo wino bardziej podobne jest do burgundzkich win czerwonych, nota bene również wytwarzanych z Pinot Noir dającego wodniste i jasne wina czerwone.

Bardzo ciekawe doświadczenie nie tylko dla miłośników nietypowych regionów winiarskich ale dla miłośników win francuskich.

Właśnie wypiłem wino. A w zasadzie WINO. Niby było to wino wyprodukowane w Australii, ze szczepu Pinot Noir. Jednak mimo pewnych podobieństw do tego szczepu było też podobne do Beaujolais Nouveau, czyli młodego wina wytwarzanego w regionie Beaujolais ze szczepu Gamay, które może być otworzone już w trzeci czwartek listpada tego roku, w którym odbywa się fermentacja tego wina.

Windy Peak Pinot Noir, bo o tym winie piszę, to klasyczne Pinot Noir, które przed właściwą fermentacją poddawane było maceracji węglowej, która nadała mu smak charakterystyczny dla Beaujolais Nouveau. Jednak wino to, dzięki dalszej normalenj fermentacji i innym zabiegom dojrzewania wina stało się na tyle stabilne, że może być przechowywane w piwniczce win przez okres do trzech lat. Naprawdę warto spróbować, choćby dla samego bukietu.